Dziś coś nowego! Jedna z naszych stałych czytelniczek dzieli się z nami wspomnieniami, emocjami i wrażeniami ze swojego ślubu. Marta zorganizowała go z dbałością o najmniejszy szczegół, pamiętała o najdrobniejszych elementach – GRATULUJEMY!!
Sami zobaczcie, jak pięknie wyglądali Marta i Paweł. Świetna, oryginalna suknia ślubna, harmonijna kolorystyka, ciepła atmosfera… Czytając wspomnienia Marty można tylko żałować, że nie widziało się wszystkiego na własne oczy… Miłej lektury!

„Przygotowań była cała masa. Kiedy ukochany poprosił mnie o rękę i zaczęliśmy rozmawiać o ślubie i przyjęciu weselnym, zadecydowałam, że sama zajmę się wszystkimi przygotowaniami. Jestem tzw. „Zosia Samosia” i gdybym powierzyła to firmie tym zajmującej się, to i tak wciąż miałabym zapewne 100 tysięcy rzeczy do dodania i tym samym przeszkadzałabym jej w pracy.
Jak każda panna młoda, (która wychodzi za mąż po raz pierwszy:)), nie wiedziałam od czego zacząć.
Oczywiście zasięgnęłam informacji w internecie i po przejrzeniu wielu stron, wydrukowałam sobie plan działań przedślubnych, który od razu wpięłam do swojego plannera i dzięki któremu zapewne nie zapomniałam o kilku sprawach.
Zaktualizowałam go o swoje pomysły i zaczęłam działać.
Przygotowania jak każde inne z tym jednak wyjątkiem, że jeżeli chcemy aby to wydarzenie było szczególne, wyjątkowe i niepowtarzalne, a dodatkowo, aby jego przebieg spełnił nasze szczególne, indywidualne wymagania i wyobrażenia o nim, a tylko od nas to zależy (bo np. nie mamy pod ręką osoby zajmującej się tym zawodowo i wspierajacej nas swoim licznymi pomysłami i radami), to naprawdę musimy mocno się postarać, dobrze przemyśleć temat i całym sercem spróbować wprowadzić te nasze pomysły w życie.
Zatem mając powyższe na uwadze realizowałam swój plan, który uwzględniał fakt, że chcę aby tematem wesela była wiejska sielanka ale w eleganckim tonie i żeby było jeszcze ciekawiej – z bajkowymi akcentami, którymi są moim zdaniem np.urocze wianuszki z fioletowego bzu związane fioletową wstążką, czy papierowe, fioletowe lampiony w białe grochy…ach, tylko się rozmarzyć:)
Aby było niepowtarzalnie, należy zadbać o każdy detal, w czym bardzo pomogła mi Pani od dekoracji, której realizacje bardzo pasują do tematyki naszego ślubu i wesela. Byłyśmy bardzo zgodne, co do tego jak będą one wyglądały, a efektem było połączenie naszych wspólnych pomysłów i wizji. Wyszło naprawdę przepięknie, co macie okazję zobaczyć na zdjęciach i mam nadzieję że się ze mną zgodzicie. Zamiast podarków dla gości np. w formie słodkich migdałów, znalazłam pasiekę i wspierając tym samym regionalnych pszczelarzy, zakupiłam 120 malutkich i słodkich dosłownie i w przenośni miodków, które miałam nadzieję przypomną naszym gościom o mile spędzonym chwilach.
Nie obyło się bez składania 120 serwetek we wzór pasujacy do miodków, które miały na nich stać, misternego wykonywania winietek i podwiązywania ich do miodków rafią, przygotowania planu rozsadzenia gości nawiązującego tematyką do całości, ozdobienia kieliszków dla Pary Młodej, wyciągniętych z maminego kredensu i odkurzonych po to aby w tym ważnym dla nas dniu odegrały swoją minutową ale jakże ważną rolę, a także ozdobienia koszyczka dla dziewczynki mającej sypać w kościele kwiatki….TAK!!! Było co robić.
Oczywiście mając okrojone fundusze, postanowiliśmy pomóc Pani od dekoracji w zainstalowaniu ich na sali.
Po wielu intensywnych dniach, dopiero w przeddzień ślubu wieczorem, znaleźliśmy chwilę wytchnienia, co moim zdaniem w takich chwilach jest bardzo istotne i spędzimy fantastyczny a zarazem relaksujący czas ze znajomymi i bliskimi w pięknych okolicznościach natury.
Ach, natura… od tego powinnam zacząć. Pomysł na sielski ślub i wesele stąd, że blisko natury właśnie mieszkamy, inaczej sobie tego nie wyobrażaliśmy a w wielkomiejskim stylu było by bardzo nie po naszemu co nie oznacza, że tak też nie może być fajnie. MOŻE i to bardzo :) i niech Ci, którzy taki właśnie charakter tego wydarzenia sobie wybrali nie obrażają się . Każdy powinien postępować zgodnie ze sobą ;).

Np. ja postępując zgodnie ze sobą zakupiłam suknię w grochy, w której o ironio jako jedynej nie czułam się jakbym była przebrana:) Ta była właśnie dla mnie:).
W dniu ślubu postanowiłam zrobić sobie w swoim pokoju oazę spokoju i wytchnienia, bo wierzcie mi, że gdy wszyscy wokół biegają nerwowo, a w mojej rodzince wszyscy bardziej ode mnie denerwowali się faktem mojego rychłego zamążpójścia, spokój jest bardzo potrzebny. Zatem relaksowałam się przy dźwiękach muzyk Norah Jones robiona na bóstwo przez Panią makijażystkę. Wszyscy zawsze opowiadając o takich momentach mówią o niesamowitych nerwach a ja czekałam kiedy te nerwy dopadną także mnie.

Jeszcze chwila oddechu i jakoś szybko czas się toczył, tu powitania z nowo przybyłymi, tam kilka zdjęć, zgodne z tradycją błogosławieństwo, do którego nie omieszkały dołączyć się nasze psy ( a mamy ich az 4!) i dzięki temu kupa śmiechu zgrabnie rozładowującego spiętrzone emocje.
Kościół mamy pod drugiej stronie drogi, wiec miałam iść tam na nóżkach, ale pogoda zaczęła płatać figle i zaczęło padać i grzmieć. Wyszło na to, że pod kościół zamiast z przyszłym mężem pojechałam z tatą (tak, nie chciał mnie oddać do samego końca), wyściskana po drodze przez mało uśmiechające się na co dzień sąsiadki, bo ślub na wsi to wielkie wydarzenie HAHAHA
I w końcu, wszyscy są w środku i czekają, wchodzimy a wszystkie oczy skierowane na nas dopiero dotarło do mnie mnie kogo to jeszcze zaprosiłam, co bardzo cieszyło:).
Po drodze jeszcze moja rozdziawiona buzia na widok przyjaciółki, od dziecka blondynki dziś nagle brunetki, ukochany przy ołtarzu i w końcu chwila na którą czekałam – zjadły mnie nerwy. Każdego to w końcu musi dopaść, na szczęście ciepły głos i żarty znajomego księdza i czytania przygotowane przez przyjaciół oraz błogi półmrok przy blasku świec (wspomniałam, że w kościele nie było prądu???))) ukajają nerwy. Jeszcze tylko sakramentalne „tak”, pocałunek od narzeczonego i brawa przyjaciół i rodziny.
Przyjęcie weselne uważam za bardzo udane. Udane bo masa przygotowań, bo to, bo tamto, ale przede wszystkim udane dzięki wspaniałym gościom którzy potrafili się świetnie bawić, hulając w drewnianej sali przypominającej stodołę tuż nad jeziorkiem, gdzie deszcz i całe chmary komarów im nie przeszkadzały.
Oczywiście zabawa do białego rana.
Wszystkim życzę takich wspomnień!!!!!!
I pomyśleć, że jeszcze niedawno byłam przeciwniczką tego typu hucznych zabaw……..
No cóż życie jest przewrotne….:)”
MDK

Gratulujemy Marcie i Pawłowi pięknego ślubu
i życzymy wszystkiego, co najlepsze na wspólnej drodze życia!
Autorem zdjęć jest Cezary Ilczuk.
www.cezaryilczuk.pl














Wspaniałe wesele,wspaniała zabawa do rana,piękna Para Młoda i wszystko dopięte na ostatni guzik!Myślę,że każda kobieta,czy zamężna czy też planująca to wielkie zdarzenie wręczyłaby Ci dyplom świetnie zorganizowanej Panny młodej:) Brawo Marta!
Dzięki Maju:)
miłe słowa miło słyszeć
pozdrawiam ciepło
Dodaj komentarz