American wedding – koktajl i kolacja
O godzinie 17.00 rozpoczęło się wesele. Sala i otoczenie były zjawiskowe. Piękny ogród z altanką, ścieżki i romantyczne ławeczki.
Pierwsza część wesela to koktajl, który trwał godzinę. W tym czasie Para Młoda, druhny i drużbowie spędzają czas gdzie indziej, wspólnie – to czas na poprawę makijażu, kolejne zdjęcia i złapanie oddechu po wzruszającej ceremonii. Goście spędzają koktajl we własnym towarzystwie, w tym czasie są serwowane drobne przekąski, a do dyspozycji gości jest szwedzki bufet. Jedzenie bardzo mi smakowało, było zróżnicowane i naprawdę pyszne.

Po godzinnym koktajlu zaproszono nas do drugiej sali, w której miała się odbyć oficjalna część wesela. Przy dźwiękach muzyki rozpoczęła się prezentacja, a do sali wchodzili kolejno: rodzice, pary świadków, na koniec para młoda… Wszyscy mieli przygotowane układy taneczne na wejście, aby było ono atrakcyjne.
Dekoracja stołów została oczywiście przygotowana w kolorze przewodnim – wysokie kompozycje z bordowych róż tworzyły elegancki wystrój. Pozostałe elementy w bieli tworzyły niezakłócone niczym tło dla dostojnych róż. Na stolikach czekało menu, z którego goście wybierali dania ciepłe. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego (wesela, które organizujemy również tak wyglądają). Istotne jest jednak to, że podczas tej części wesela serwowane są tylko dania ciepłe. Jest to już tylko kolacja – bez zimnych i ciepłych przekąsek na stołach czy w bufetach.
Na stolikach nie mogło zabraknąć upominków dla gości – Magda i Adrian podarowali wszystkim kieliszki ze swoimi imionami i datą ślubu.

W pobliżu pary młodej dostrzegłam tort. Pomyślałam, ze musi być wykonany z bardzo twardej masy, skoro ma tak stać bez żadnego chłodzenia przez kilka godzin. Spodziewałam się nieciekawej konsystencji. Podczas jego serwowania z dodatkową truskawką w czekoladzie, całkowicie zmieniłam zdanie. Tort był tak lekki i pyszny, że zastanawiałam się nad dokładką. Obok stolika Nowożeńców stało także pudło na koperty. Goście nie mają w zwyczaju obdarowywania prezentami w trakcie składania życzeń. Są one przekazywane dopiero na weselu, a koperty są wrzucane bezpośrednio do pudełka lub np. ozdobnej klatki, o której kiedyś pisałyśmy.
Przyjęcie weselne nie odbyłoby się bez toastów świadków, które były krótkie, zwięzłe i przede wszystkim emocjonalne. Po kolacji rozpoczęła się szalona zabawa na parkiecie. Punktami nieodzownymi było rzucanie bukietem i muszką oraz krojenie tortu.
W ostatniej części wesela pojawił się słodki bufet, w którym serwowane były także lody w kulkach, rozmaite sosy, owoce i posypki. Bardzo spodobał mi się ten pomysł.

Zdjęcia: Paulina Sztenkiel
A wesele, jak to zwykle bywa z weselami, szybko minęło. Tym bardziej, że trwało do godziny… 22.00. Tak, właśnie tak – wesela w Stanach trwają zwykle 5 godzin. Raczej nie ma obawy, że impreza się przedłuży. Goście są przyzwyczajony do takiego trybu i przed 22:00 po prostu opuszczają lokal. Zakładam jednak, że bywają wyjątki od tej reguły ;)
Mimo, że cała uroczystość miała wyraźny charakter amerykańskiego wesela, to w ciągu całego dnia nie zabrakło także polskich i serbskich akcentów. Panna Młoda została pobłogosławiona przez swoich Rodziców, na weselu Rodzice tradycyjnie powitali Nowożeńców chlebem i solą, a po kolacji atrakcją był występ serbskiego zespołu (w którym gra także Pan Młody!). Dzięki takim tradycyjnym akcentom, uroczystość była wyjątkowa i na pewno inna od typowych wesel.
Bardzo dziękujemy Magdzie, Adrianowi i całym ich rodzinom (szczególnie Uli i Justynie) za wspaniały czas w NYC!
Czy macie własne doświadczenia z typowymi amerykańskimi weselami? Podzielcie się nimi…














Pomysł z łączeniem obrączek i pierścionków jest naprawdę fajny:)
Dodaj komentarz