Wesela w plenerze zawsze wymagają większych przygotowań i są bardziej skomplikowane. Tym razem było tyle trudniej, że miejsce, w którym miał stanąć namiot nie było przystosowane do organizacji imprez. Całe przyjęcie miało się odbyć w ogrodzie przy rodzinnym domu Panny Młodej. Musieliśmy więc zająć się wszystkich, dosłownie od podstaw: poza ogromnym namiotem, trzeba było zorganizować zaplecze kuchenne, toalety dla gości, dopływ wody i prądu oraz mniejsze elementy, jak stoły, krzesła, pełną zastawę, dekoracje…

Nie ma jednak rzeczy niemożliwych… I tak, w wyznaczonym miejscu stanął okazały namiot bankietowy, z pięknymi kryształowymi żyrandolami i fioletową wykładziną, którą pięknie komponowała się z pozostałymi elementami dekoracji. Królowały intensywne i energetyczne kolory: fuksja, fiolet, pomarańcz i zieleń. Tuż przy namiocie roztaczał się piękny ogród, w którym pachniały kwiaty sezonowe i słychać było szum kaskady wodnej. Wszystkie elementy dekoracji robione były ręcznie: winietki, numery stołów, plan stołów, nawet pierścienie do serwetek.

12_01

Pogoda tego dnia była przepiękna, na niebie nie było ani jednej chmurki. Od wczesnych godzin porannych trwały gorączkowe przygotowania, aby wszystko było idealne.
Przygotowania Narzeczonych odbywały się w ich domach rodzinnych. Wizażysta i stylista zadbał o perfekcyjny wygląd Panny Młodej, Świadkowej oraz Mam.
Para Młoda nie spotkała się tego dnia aż do momentu rozpoczęcia ceremonii ślubnej, podczas której Panna Młoda została poprowadzona do ołtarza, przy którym czekał na nią przyszły Mąż :)

12_02

Kościół tonął w bieli. W powietrzu unosił się zapach peonii, a całą ceremonie uświetniły dwie wybitnie artystki: śpiewaczka i skrzypaczka, które swoimi występami wyciskały łzy z oczu niejednego gościa. Parze Młodej ślubu udzielił ks. Wojciech, kolega ze szkolnych lat, który pięknie poprowadził ceremonię, wplatając w nią wspomnienia i anegdotki dotyczące Nowożeńców.

Tuż po ceremonii i życzeniach od gości, rozpoczęła się całonocna impreza. Najpierw toast i pyszna kolacja, potem pierwszy taniec – walc angielski. Oklaskom nie było końca…

12_04

Kiedy zrobiło się ciemno, na drzewach usytuowanych przy wejściu, dekoratorka stworzyła piękną iluminację ze szklanych kul wypełnionych małymi świecami. Niezwykłe oświetlenie pojawiło się także w ogrodzie: małe latarnie i pływające na wodzie kule – w połączeniu z blaskiem księżyca tworzyły niezwykłą, romantyczną atmosferę.

12_05

Pięcioosobowy zespół w pełnym składzie serwował muzykę na żywo, dostosowując ją do gustów wszystkich gości, dzięki czemu jeszcze o 5 nad ranem parkiet był zapełniony! Nie lada atrakcja był pokaz Flair, wykonany przez niezwykle utalentowanych barmanów, którzy swoimi kolorowymi drinkami cieszyli podniebienia wszystkich gości. Zabawa trwała nie do białego rana, ale do białego dnia :) Ostatni goście wyszli o 7:00, a juz za kilka godzin rozpoczynały się poprawiny w stylu rock’n'rolla!!

sie-4-10

Sielankowe wesele w nowoczesnej odsłonie

autor: Ewa Wardęga

Dziś coś nowego! Jedna z naszych stałych czytelniczek dzieli się z nami wspomnieniami, emocjami i wrażeniami ze swojego ślubu. Marta zorganizowała go z dbałością o najmniejszy szczegół, pamiętała o najdrobniejszych elementach – GRATULUJEMY!!

Sami zobaczcie, jak pięknie wyglądali Marta i Paweł. Świetna, oryginalna suknia ślubna, harmonijna kolorystyka, ciepła atmosfera… Czytając wspomnienia Marty można tylko żałować, że nie widziało się wszystkiego na własne oczy… Miłej lektury!

marta4

“Przygotowań była cała masa. Kiedy ukochany poprosił mnie o rękę i zaczęliśmy rozmawiać o ślubie i przyjęciu weselnym, zadecydowałam, że sama zajmę się wszystkimi przygotowaniami. Jestem tzw. “Zosia Samosia” i gdybym powierzyła to firmie tym zajmującej się, to i tak wciąż miałabym zapewne 100 tysięcy rzeczy do dodania i tym samym przeszkadzałabym jej w pracy.

Jak każda panna młoda, (która wychodzi za mąż po raz pierwszy:)), nie wiedziałam od czego zacząć.

Oczywiście zasięgnęłam informacji w internecie i po przejrzeniu wielu stron, wydrukowałam sobie plan działań przedślubnych, który od razu wpięłam do swojego plannera i dzięki któremu zapewne nie zapomniałam o kilku sprawach.

Zaktualizowałam go o swoje pomysły i zaczęłam działać.

Przygotowania jak każde inne z tym jednak wyjątkiem, że jeżeli chcemy aby to wydarzenie było szczególne, wyjątkowe i niepowtarzalne, a dodatkowo, aby jego przebieg spełnił nasze szczególne, indywidualne wymagania i wyobrażenia o nim, a tylko od nas to zależy (bo np. nie mamy pod ręką osoby zajmującej się tym zawodowo i wspierajacej nas swoim licznymi pomysłami i radami), to naprawdę musimy mocno się postarać, dobrze przemyśleć temat i całym sercem spróbować wprowadzić te nasze pomysły w życie.

Zatem mając powyższe na uwadze realizowałam swój plan, który uwzględniał fakt, że chcę aby tematem wesela była wiejska sielanka ale w eleganckim tonie i żeby było jeszcze ciekawiej – z bajkowymi akcentami, którymi są moim zdaniem np.urocze wianuszki z fioletowego bzu związane fioletową wstążką, czy papierowe, fioletowe lampiony w białe grochy…ach, tylko się rozmarzyć:)

Aby było niepowtarzalnie, należy zadbać o każdy detal, w czym bardzo pomogła mi Pani od dekoracji, której realizacje bardzo pasują do tematyki naszego ślubu i wesela. Byłyśmy bardzo zgodne, co do tego jak będą one wyglądały, a efektem było połączenie naszych wspólnych pomysłów i wizji. Wyszło naprawdę przepięknie, co macie okazję zobaczyć na zdjęciach i mam nadzieję że się ze mną zgodzicie. Zamiast podarków dla gości np. w formie słodkich migdałów, znalazłam pasiekę i wspierając tym samym regionalnych pszczelarzy, zakupiłam 120 malutkich i słodkich dosłownie i w przenośni miodków, które miałam nadzieję przypomną naszym gościom o mile spędzonym chwilach.

Nie obyło się bez składania 120 serwetek we wzór pasujacy do miodków, które miały na nich stać, misternego wykonywania winietek i podwiązywania ich do miodków rafią, przygotowania planu rozsadzenia gości nawiązującego tematyką do całości, ozdobienia kieliszków dla Pary Młodej, wyciągniętych z maminego kredensu i odkurzonych po to aby w tym ważnym dla nas dniu odegrały swoją minutową ale jakże ważną rolę, a także ozdobienia koszyczka dla dziewczynki mającej sypać w kościele kwiatki….TAK!!! Było co robić.

Oczywiście mając okrojone fundusze, postanowiliśmy pomóc Pani od dekoracji w zainstalowaniu ich na sali.

Po wielu intensywnych dniach, dopiero w przeddzień ślubu wieczorem, znaleźliśmy chwilę wytchnienia, co moim zdaniem w takich chwilach jest bardzo istotne i spędzimy fantastyczny a zarazem relaksujący czas ze znajomymi i bliskimi w pięknych okolicznościach natury.

Ach, natura… od tego powinnam zacząć. Pomysł na sielski ślub i wesele stąd, że blisko natury właśnie mieszkamy, inaczej sobie tego nie wyobrażaliśmy a w wielkomiejskim stylu było by bardzo nie po naszemu co nie oznacza, że tak też nie może być fajnie. MOŻE i to bardzo :) i niech Ci, którzy taki właśnie charakter tego wydarzenia sobie wybrali  nie obrażają się . Każdy powinien postępować zgodnie ze sobą ;) .

marta1

Np. ja postępując zgodnie ze sobą zakupiłam suknię w grochy, w której o ironio jako jedynej nie czułam się jakbym była przebrana:) Ta była właśnie dla mnie:).

W dniu ślubu postanowiłam zrobić sobie w swoim pokoju oazę spokoju i wytchnienia, bo wierzcie mi, że gdy wszyscy wokół biegają nerwowo, a w mojej rodzince wszyscy bardziej ode mnie denerwowali się faktem mojego rychłego zamążpójścia, spokój jest bardzo potrzebny. Zatem relaksowałam się przy dźwiękach muzyk Norah Jones robiona na bóstwo przez Panią makijażystkę. Wszyscy zawsze opowiadając o takich momentach mówią o niesamowitych nerwach a ja czekałam kiedy te nerwy dopadną także mnie.


marta2

Jeszcze chwila oddechu i jakoś szybko czas się toczył, tu powitania z nowo przybyłymi, tam kilka zdjęć, zgodne z tradycją błogosławieństwo, do którego nie omieszkały dołączyć się nasze psy ( a mamy ich az 4!) i dzięki temu kupa śmiechu zgrabnie rozładowującego spiętrzone emocje.

Kościół mamy pod drugiej stronie drogi, wiec miałam iść tam na nóżkach, ale pogoda zaczęła płatać figle i zaczęło padać i grzmieć. Wyszło na to, że pod kościół zamiast z przyszłym mężem pojechałam z tatą (tak, nie chciał mnie oddać do samego końca), wyściskana po drodze przez mało uśmiechające się na co dzień sąsiadki, bo ślub na wsi to wielkie wydarzenie HAHAHA

I w końcu, wszyscy są w środku i czekają, wchodzimy a wszystkie oczy skierowane na nas dopiero dotarło do mnie mnie kogo to jeszcze zaprosiłam, co bardzo cieszyło:).

Po drodze jeszcze moja rozdziawiona buzia na widok przyjaciółki, od dziecka blondynki dziś nagle brunetki, ukochany przy ołtarzu i w końcu chwila na którą czekałam – zjadły mnie nerwy. Każdego to w końcu musi dopaść, na szczęście ciepły głos i żarty znajomego księdza i czytania przygotowane przez przyjaciół oraz błogi półmrok przy blasku świec (wspomniałam, że w kościele nie było prądu???))) ukajają nerwy. Jeszcze tylko sakramentalne “tak”, pocałunek od narzeczonego i brawa przyjaciół i rodziny.

Przyjęcie weselne uważam za bardzo udane. Udane bo masa przygotowań, bo to, bo tamto, ale przede wszystkim udane dzięki wspaniałym gościom którzy potrafili się świetnie bawić, hulając w drewnianej sali przypominającej stodołę tuż nad jeziorkiem, gdzie deszcz i całe chmary komarów im nie przeszkadzały.

Oczywiście zabawa do białego rana.

Wszystkim życzę takich wspomnień!!!!!!

I pomyśleć, że jeszcze niedawno byłam przeciwniczką tego typu hucznych zabaw……..

No cóż życie jest przewrotne….:)”

MDK

marta3

Gratulujemy Marcie i Pawłowi pięknego ślubu

i życzymy wszystkiego, co najlepsze na wspólnej drodze życia!

Autorem zdjęć jest Cezary Ilczuk.
www.cezaryilczuk.pl

W takie upały, jakie mamy od kilku tygodniu, trudno myśleć o czymś innym, jak tylko o sposobie schłodzenia się… A co mają powiedzieć Pary, które biorą ślub podczas blisko 40-stopniowych upałów? Po ostatnich weekendach coś mi na ten temat wiadomo… ;)
Ale może by tak pomyśleć o dekoracjach, których już sam widok będzie chłodził nas i gości? Przeszukując sieć w poszukiwaniu lodowych inspiracji natknęłam się na stronę niezwykłej firmy dekoratorskiej John Creager Weddings, która stworzyła przepiękne dekoracje w tej stylistyce…
Lodowe, niczym pokryte szronem kolumny…
Mnóstwo kryształów i chłodnego, niebieskiego światła…
Oraz ocean białych kwiatów.
Zobaczcie sami, jaki piękny efekt! I już jest trochę chłodniej, prawda? :)

ice2
ice1

Jeśli jednak nie chcielibyście pobierać się w lodowej krainie, może warto wziąć pod uwagę drobne lodowe akcenty: lodowe rzeźby, lodowe bary (świetnie wyglądają!) albo po prostu chłodzący deser.

A już poza wszystkim nie zapomnijcie w taki upalny dzień o dużej ilości lodu do napojów i soków dla Waszych gości oraz, podstawa!, upewnijcie się, że Wasz lokal posiada klimatyzację! Bez niej, w takiej temperaturze, Waszym Gościom na pewno minie ochota na zabawę…

lip-14-10

Kraina Ślubów zaprasza na Kino na Obcasach

autor: Ewa Wardęga

multi

Już 3 sierpnia 2010 zapraszamy na Kino na Obcasach w Multikinie Złote Tarasy!
Będzie się działo :) Czekają na Was liczne atrakcje, upominki oraz losowanie nagród!

Będą pomysły, inspiracje i ślubne trendy.
A zaraz potem francuska komedia romantyczna “Heartbreaker. Licencja na uwodzenie” z Vanessą Paradis. Relaks i mnóstwo zabawnych sytuacji z wątkiem ślubnym w tle…

Zapraszamy!

Start: godz. 20:00
Cena biletu: 23 PLN

notka

Tagi:
cze-27-10

Morskie klimaty na ślubie Agnieszki i Łukasza

autor: Ewa Wardęga

Pamiętacie bohaterów naszego filmu – Agnieszkę i Łukasza? Pamiętacie, jak wyglądały przygotowania do ich ślubu i wesela? Dziś są już małżeństwem! :) W miniona sobotę, 26.06 Agnieszka i Łukasz przysięgali sobie “miłość, wierność i uczciwość małżeńską…”
Ceremonia w małym drewnianym kościółku pod Warszawą, przyjęcie weselne w eleganckiej restauracji pośród lasów, a całość utrzymana w klimatach morskich: wszechobecne muszle, rozgwiazdy i kolory lata. A nic nie działo się tu bez powodu! Agnieszka i Łukasz poznali się, a kilka lat później zaręczyli na plaży właśnie! Z tym miejscem wiążą piękne wspomnienia, dlatego nie wyobrażali sobie, aby ich wesele mogło nawiązywać do innego tematu…

aga1

Panna Młoda wyglądała tego dnia niczym syrena z morskiej toni. Piękne kształty podkreślała obcisła suknia z tysiącem falban u dołu, ciemne włosy kontrastowały z bielą kwiatów, a w uszach pobłyskiwały kolczyki w kształcie rozgwiazd. Bukiet ślubny tworzyły róże, peonie i ulubione kwiaty Agnieszki – frezje, które przez cały dzień i noc kusiły zapachem. Pan Młody, w klasycznym czarnym i świetnie skrojonym garniturze, nie odstępował świeżo poślubionej żony na krok :)

aga2

Ceremonia odbyła się w maleńkim, klimatycznym kościółku pod Warszawą, którego drewniany wystrój pięknie komponował się w bielą sukni ślubnej i kwiatów. Jako, że pogoda tego dnia była wprost wyśniona, przez okna przebijały się promienie zachodzącego słońca, które swoim blaskiem oświetlały bohaterów tego dnia. Ksiądz oddający ślub, zadbał o pozytywne nastroje i rozluźnienie atmosfery dzięki kazaniu, które jednocześnie wzruszało i bawiło.

Przyjęcie odbyło się w pięknym miejscu pod Warszawą – Villi Otwock. Szklana cześć budynku nawiązywała do przejrzystości morskich fal, a wystrój i dekoracje na stołach oraz bufetach – do plaży i błogości. Na stołach nie zabrakło oczywiście muszelek, rozgwiazd oraz marynarskiego sznura, który wił się między innymi elementami dekoracji. Stoły nazwaliśmy od nazw wysp z całego świata: Seszele, Bora Bora, Santorini, Dominikana i wiele innych.
Goście bawili się przy muzyce mechanicznej, często urozmaicanej przez grę zdolnego saksofonisty. Parkiet usytuowano na werandzie, dzięki czemu wszyscy mogli cieszyć się zabawą przy muzyce i jednocześnie korzystać z uroków ciepłej czerwcowej nocy. Bezchmurne niebo pobłyskiwało tysiącem gwiazd, a księżyc w pełni dopełniał romantycznego nastroju.
Nie mogło zabraknąć atrakcji kulinarnych: najpierw soczyste dania z grilla serwowane w ogrodzie, o północy pyszny tort, a niedługo po nim płonące prosię, podawane przez samego szefa kuchni. Doskonałe jedzenie w połączeniu ze świetna muzyką już na początku wprawiło gości w dobre nastroje, które osłabły dopiero o świcie, gdy impreza dobiegła końca.

aga3